| Murzasichle - ciekawostki, wydarzenia:
ROZBITEK
Śmigłowiec ratowniczy TOPR "Sokół" uległ
poważnemu uszkodzeniu w okolicy Murzasichla k.
Zakopanego, podczas lotu związanego z akcją poszukiwawczą
na lawinisku pod Rysami w Tatrach.
Według rzecznika zakopiańskiej straży pożarnej
kpt. Stanisława Galicy, podczas przelotu śmigłowca
nad Czarnym Stawem pod Rysami w Tatrach, gdzie
trwa poszukiwanie ofiar lawiny, jeden z silników
maszyny uległ awarii.
Śmigłowiec opuścił teren Tatr, ale w rejonie
miejscowości Murzasichle także drugi silnik odmówił
posłuszeństwa.
Podczas awaryjnego lądowania śmigłowiec uderzył
ogonem o ziemię i złamał belkę ogonową, uszkodził
śmigiełko ogonowe oraz jedną z łopat wirnika
głównego. Maszyna lądowała w odległości ok. 20
metrów od najbliższych zabudowań.
Wkrótce po wypadku na miejsce przybyła straż
pożarna i pogotowie ratunkowe, które na szczęście
okazało się niepotrzebne.
Strażacy zabezpieczyli uszkodzoną maszynę i
ewakuowali pobliskich mieszkańców do czasu wypompowania
paliwa ze zbiorników śmigłowca.
W związku z poważnym uszkodzeniem śmigłowca
ratowniczego TOPR, MSWiA zadecydowało o wysłaniu
w rejon akcji poszukiwawczej na lawinisku pod
Rysami w Tatrach śmigłowca Straży Granicznej.
"Sokół" straży granicznej wylądował
na lądowisku śmigłowcowym przy zakopiańskim szpitalu
i jest do dyspozycji ratowników prowadzących
akcję poszukiwawczą na lawinisku w rejonie Czarnego
Stawu pod Rysami.
Podpułkownik Wojciech Lechowski ze Straży Granicznej
powiedział, że śmigłowiec będzie do dyspozycji
ratowników, tak długo, jak będzie to konieczne.
Dziś od wczesnych godzin rannych wznowiono akcję
poszukiwawczą. Spod zwałów śniegu udało się wydostać
5 osób. Jednego młodego uczestnika wycieczki
nie udało się już uratować. Dwie osoby przebywają
w zakopiańskim szpitalu, dwie lżej poturbowane
zostały już przewiezione do Katowic. Przypuszcza
się, że w olbrzymim lawinisku pozostało jeszcze
6 osób: pięcioro licealistów i ich opiekun z
Tychów.
Naczelnik TOPR-u Jan Krzysztof uważa jednak,
że szanse na odnalezienie żywych są bliskie zeru.
Według specjalistów po upływie niemal doby od
wypadku nie ma szans na odnalezienie w lawinisku
żywych osób. Lawinisko przeszukują ratownicy
TOPR-u wspomagani przez leśników z Tatrzańskiego
Parku Narodowego i żołnierzy z 16. Batalionu
powietrzno-desantowego uzbrojonych w wykrywacze
metalu.
Do Morskiego Oka w Tatrach dotarła przed południem
ok. 30-osobowa grupa strażaków z Krakowa i Nowego
Sącza. Będą oni pomagać ratownikom w penetracji
lawiniska przy Czarnym Stawie pod Rysami.
Dziesięciu strażaków z Nowego Sącza to członkowie
grupy poszukiwawczo-ratowniczej, specjalizującej
się w poszukiwaniach ofiar kataklizmów. Mają
ze sobą sprzęt oświetleniowy i geofony do nasłuchu
dźwięków dochodzących z niedostępnych miejsc.
Około dwudziestu strażaków z Krakowa to członkowie
grup: wysokościowej, płetwonurków oraz operacyjnej.
Krakowscy strażacy zabrali ze sobą sprzęt do
nurkowania oraz łódź, a także ekwipunek wysokościowy.
Istnieje przypuszczenie, że przynajmniej część
z sześciorga ofiar wtorkowej lawiny pod Rysami
mogła zostać wepchnięta siłą pędzącego śniegu
pod rozbity lód Czarnego Stawu. |